To tu, To tam: TANZANIA: Ostatni dzień w tanzańskim raju

niedziela, 26 października 2014

TANZANIA: Ostatni dzień w tanzańskim raju

1 dzień nowego 2014 roku.... rozpocząłem od podziwiania pięknego wschodu słońca nad afrykańskim buszem. Odrobinę niewyspany, zacząłem pakować swój plecak, aby punktualnie pojawić się na śniadaniu i nie opóźniając grupy, ruszyć w drogę powrotną do Rezerwatu Ngorongoro.

Tanzania- Serengeti
Dzień zapowiadał się lekko sennie, pogoda była piękna- upalny dzień na sawannie... czego chcieć więcej? :) Na ścieżkach widoczne były ślady lekkiego, nocnego deszczu, powietrze było rześkie. Nic nie opóźniło początku dalszej podróży. Nasz kierowca wyspany, przywitał nas z uśmiechem i ruszyliśmy w drogę. Po niespełna godzinie, cała nasza szóstka zaczęła przysypiać (odsypiać sylwestrowy wieczór), było bardzo przyjemnie. Niestety spokojną podróż przerwał nagły incydent. Kiedy lekko uchyliłem oczy, przeczuwając, że coś się dzieje, zauważyłem, że kierowca traci kontrolę nad naszą terenówką- tak, wpadliśmy w poślizg przy prędkości prawie 80 km/h. Za późno było na reakcję, zdążyłem jedynie szybko rozejrzeć się po samochodzie i już widziałem świat odwrócony do góry nogami, przytrzymując się rękoma rozchwianego od kolejnych uderzeń dachu. Chwila wycięta z życiorysu i zacząłem wygrzebywać się przez uchylony dach. Wyszedłem pierwszy, rozglądałem się nerwowo, obserwując czy nikt nie potrzebuje pomocy- znajomi kolejno wychodzili przez uchylony dach- wszyscy żyją- to jest najważniejsze. Po chwili pojawiły się przy nas dwa pozostałe samochody naszej wyprawy. Po sprawdzeniu czy aby na pewno jestem w jednym kawałku, przysiadłem na chwilę na trawie. Pierwsza myśl? tężec? - czy mam aktualne szczepienie - przecież mam kilka zadrapań! Dwójka pasażerów felernej terenówki potrzebowała większej pomocy- tutaj świetnie spisała się pilotka naszej grupy, która niezwłocznie poinformowała pogotowie ratownicze o konieczności transportu dwójki pasażerów do szpitala. Niestety byliśmy pośrodku ogromnej sawanny, przeszło 300 km od najbliższego miasta z jakąkolwiek opieką zdrowotną. Cóż, trzeba wezwać samolot ratunkowy. Czekając na pomoc, zastanawiałem się, czy lecieć do Nairobi- stolicy Kenii, czy zaryzykować dalszą podróż przez Serengeti... decyzja zapadła prędko, po wymienieniu opinii z pozostałymi członkami "załogi", czworo z nas postanowiło podróż kontynuować. Dwie godziny oczekiwania na sawannie, spędzone na odganianiu licznych owadów oraz wydobywaniu uwięzionego bagażu, a także na obserwowaniu się wzajemnie, upłynęły dość szybko. Po przetransportowaniu nas nowym pojazdem na pobliskie, małe lotnisko nastąpiło pierwsze zderzenie z medyczną rzeczywistością. Lekarz nie chciał na siebie brać odpowiedzialności za stan pasażerów, którzy nie zdecydowali się na podróż do Nairobi. Obawiał się ewentualnych konsekwencji, przez co odmówił zbadania nas w latającej "przychodni". Po długiej rozmowie, zdecydował się przyjrzeć naszym obrażeniom. Stwierdził lekkie i silne obicia, kilka zadrapań- nic odkrywczego. Po kolejnej godzinie, wsiedliśmy w czwórkę do samochodu,  machając odlatującym przyjaciołom i ruszyliśmy w dalszą drogę. Po chwili zaczęliśmy odczuwać skutki wypadku. Kiedy adrenalina opadła, przyszedł ból kręgosłupa i kończyn. Bolało wszystko, coraz bardziej i bardziej. Zauważyłem, że coraz mocniej puchnie mi kolano. Nasza pilotka wraz z nami zaczęła się zastanawiać, co zrobić dalej. Po kilku telefonach do znajomego wolontariusza medycznego, zadecydowaliśmy, że nie zjeżdżamy do krateru- wystarczy nam 6 godzinna podróż samochodem po drodze gruntowej. Zdecydowaliśmy się na wizytę w małej klinice, w której pracowali wolontariusze ze Stanów Zjednoczonych. Na szczęście ból łagodzony był widokami za szybami samochodu- trafiliśmy na ostatnie stada Wielkiej Migracji. Kilka razy zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek, który był potrzebny poobijanym kościom.

Tanzania- Serengeti

Tanzania- Serengeti
Tanzania- droga gruntowa w Serengeti

Tanzania- Serengeti

Tanzania- Serengeti

Tanzania- Serengeti

Tanzania- Serengeti

Tanzania- Serengeti

Tanzania- Serengeti

Tanzania- Ngorongoro
Dzięki temu wydarzeniu odkryłem zaletę turystyki zorganizowanej. Pani Pilot powołując się na swoją firmę, bez większych problemów załatwiła wszystko z ubezpieczycielem- nie musieliśmy nawet płacić za wizytę w klinice- wszystko odbyło się bezgotówkowo. Kwestiami finansowymi nie musieliśmy się kompletnie przejmować. Niejeden raz myślę, jak by to wyglądało, gdybym pojechał tam sam....
Kiedy dojechaliśmy, po wielu godzinach, obolali, zmęczeni i strasznie głodni, do miejsca kolejnego noclegu, nie zwracaliśmy kompletnie uwagi na okolicę, w której się znajdowaliśmy. Pobiegłem czym prędzej do restauracji, brudny, obity i lekko pokrwawiony. Reszta naszej grupy przywitała nas z uśmiechami, podbiegając do nas z aparatami i chwaląc się, jak świetnie spędzili dzień we wnętrzu krateru Ngorongoro. Cóż... a pomyśleć, że to ludzie obyci i wykształceni..... heheh :)
Odpowiedzieliśmy uśmiechami, wysłuchaliśmy, po czym zjedliśmy posiłek i poszliśmy do swoich małych domków. Nowy dzień przywitaliśmy z bólem, ale i ze świetnymi humorami- przecież nasza podróż się nie skończyła. Jedziemy do Arushy, a następnie w kierunku granicy z Kenią. Kiedy wyszedłem z domku, zauważyłem, że lodża, w której spałem, położona jest przy plantacji kawy. Zapachy, bujna roślinność i piękny widok jeszcze bardziej poprawiły mi humor. Choć poobijany i kulejący, nadal miałem masę siły na kolejne podróże. W innym razie pewnie teraz siedząc i pisząc tego posta nie myślałbym o kolejnej podróży na afrykański ląd, która już za  kilka dni!

Po drodze otrzymaliśmy informacje od naszych przyjaciół w Nairobi, że ruszają właśnie nam na przeciw i już wieczorem spotkamy się wszyscy przy piwku w Amboseli.  Wszystko nabierało coraz to przyjemniejszych barw.

Tak, więc zarówno opieka medyczna jak i ratownicza.... oraz ubezpieczyciel i nasza Pani Pilot... spisali się na medal, pomogli jak mogli i rozwiązali nasze problemy. :)  W dodatku, po krótkich negocjacjach otrzymaliśmy rekompensatę w postaci 2 dniowego wyjazdu do wschodniego Tsavo (opisywanego przeze mnie w 2011 roku, największego Park Narodowego Kenii) w trakcie naszego pobytu wypoczynkowego w Mombasie i okolicy.

Tanzania- okolice Ngorongoro, widok z restauracji naszej lodży


Tanzania- okolice Ngorongoro, restauracja naszej lodży

Tanzania- Arusha, galeria sztuki

Tanzania- Arusha, galeria sztuki

Tanzania

Tanzania

Tanzania


Tanzania- Góra Meru (najwyższy czynny wulkan w Afryce 4566 m n.p.m.)
W kolejnym wpisie zapraszam nad wschodnio-afrykańskie jeziora: Naivasha, Nakuru i Manyara. Odpowiem również na pytanie- "Co to takiego Wielka Piątka?" A już wkrótce przeniesiemy się do innego afrykańskiego regionu! :)

5 komentarzy:

  1. Dawid - ufff, ale emocje. Wypadki jak widać - chodza po ludziach - cle szczęście, ze jednak nic bardzo poważnego się nie wydarzyło, chociaż jak sadze - strachu można się było najeść - nie zazdroszczę.
    Napisz proszę trochę o stronie organiozacyjnej tej wyprawy. Znow Itaka? Hm... musze poczytać ich programy - zdziwiłem się, ze piszesz o początku w Arushy. Zgadzam się z Toba, ze niektóre kierunki nie ma sensu probowac ogarniać we własnym zakresie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wybrałem ofertę rainbow tours. I spisali się dobrze. :) program dość napięty...Ale był czas na nacieszenie się Afryka. Dla mnie osobiście Afryka środkowo-wschodnia to nie Azja czy Europa i zorganizowanie samodzielnej wyprawy wymaga zdecydowanie dużego doświadczenia głównie z powodu bezpieczeństwa. A nakład finansowy pozostanie podobny. I tak pozostanie konieczność współpracy z lokalnym biurem ponieważ do większości parków nie można samodzielnie wjechać. Ale jest to region zdecydowanie wart odwiedzenia. Chętnie kolejny raz bym tam wrócił. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawid - nie ogarniam. Kenia z Tanzania z Rainbow Tours? To chyba pisząc relacje używasz dużych skrotow, albo to, czego nie ujales nie jest zbyt fascynujące. Bo start w wersji znanej mi z programu RT to jednak Mombasa a nie Arusha. Lake Manyara dopiero będzie, ale dodatkowo zapowiadasz tez Naivasha i Nakuru - to tez w ramach tej samej imprezy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie. Postanowiłem zmienić odrobinę sposób pisania postów. Eksperyment taki. Posty bardziej podzielone tematycznie. Bardziej urozmaicona forma. Nie piszę juz takiej relacji dzień po dniu. :)

      Usuń
  4. Kocham czytać o Afryce..kocham oglądać zdjęcia dlatego dzięki....fajna robota..Jak wiesz nie jestem fanką USA dlatego ta podróż nie przyprawia mnie o emocje...ale i tak się czyta a głównie ogläda super. Pisz..pisz i umieszczaj foty..... będę do Ciebie zaglądać....

    OdpowiedzUsuń